LotniczaPolska.pl

Wpisy na blogu:

imię: Wojciech
nazwisko: Dombrowski
pseudonim: pilotzłejpogody
czym się zajmuję: popularyzacja metody bezpiecznego lądowania
należę do: społeczności La Batie-Montsaleon u Klausa Ohlmann'a
zainteresowania: odkrywać tajemnice własnej niewiedzy
tytułem wstępu: "Lotnictwo moim życiem", te słowa oddają treść mojego życia. Natomiast celem niech będzie popularyzacja "Metody łatwego lądowania" jak też doprowadzenie do włączenia ITH do lotniczych służb ratowniczych w Polsce.
Szukaj na LotBlogi:

Zaawansowane

Wojciech Dombrowski
Lotnictwo moim życiem

Szybowcem nad Mount Everestem

Wojciech Dombrowski |  •  16 lut 2014 - 10:36:03 

Można odnieść wrażenie, że Klaus Ohlmann to aktualnie najbardziej niedoceniony szybownik na świecie. Brak informacji o lotach pilota w mediach spowodowały, że niemiecki lotnik zdecydował się osobiście
zabrać głos w sprawie zdobywania Himalajów szybowcem.



Długo się nie odzywałem i nie informowałem o postępach mojej ekspedycji, bo wydaje mi się, że lepiej jest najpierw zrealizować zaplanowane loty, a dopiero potem o nich opowiadać. Na podstawie już sześciokrotnych lotów do Mount Everest mogę powiedzieć, że nie ma reguł na to, aby dolecieć, a potem wznieść się szybowcem ponad szczyt.

Gwoli ścisłości, pierwszą szybowcową ekspedycję w Himalaje zorganizował na przełomie lat 1984/85 hiszpański pilot szybowcowy Alvaro de Orleans-Borbon. Natomiast mnie, po 50 dniach czekania, po raz pierwszy udało się polecieć motoszybowcem w rejon Himalajów 10 grudnia 2013 roku. Następnego dnia, jako pierwszy, pokonałem szybowcem Annapurne. W trzy dni później, czyli 14 grudnia, przeleciałem motoszybowcem (z użyciem silnika) nad szczytem Mount Everest.

Niestety, prowadzone przez nas prace badawcze nie pozwalały na swobodne dysponowanie czasem. Dlatego dopiero w sobotę 1 lutego 2014 roku, po wyłączeniu silnika, na żaglu zboczem Mount Everest, a potem na fali, udało mi się wznieść ponad szczyt! Aby zagwarantować, że nikt nie zakwestionuje tego wyczynu, pięć dni później silnik swojego Stemme wykorzystałem wyłącznie do startu z lotniska im. Tenzinga-Hillarego w Lukli. Resztę lotu, wraz z ponowną wizytą nad „szczytem świata”, odbyłem niesiony falą.

Video Klausa, lot szybowcen nad Mount Everest:[/b]





[/b]video: [][/b]


Po tylu latach doświadczeń w przelotach na fali w Alpach, jak też w Andach, słowa moje są trudne do podważenia. Okazji do tego finalnego lotu miałem więcej, ale prace związane z naszymi badaniami stawały niejednokrotnie na przeszkodzie. Nepal niestety jest mało łaskawy dla lotów motoszybowcem. Właściwie nie ma żadnych możliwości do lądowania przygodnego, a warunki umożliwiające dolot do najwyższych partii gór występują bardzo nieregularnie.

Według mnie, decyzja wyboru Stemme jako „broni” do pokonania „wierzchołka świata” była lepsza od ASH 25, którym w Nepalu latał Sebastian Kawa.

Oczywistym problemem było otrzymanie zgody na wymarzone loty. W naszym wypadku bardzo pomógł nam realizowany równolegle z lotami program badań naukowych „Mountain Wave Project”.

Zgoda na loty jaką otrzymaliśmy obejmuje cały obszar Nepalu z ważnością do 15 marca 2014 roku. Nie wolno też zapominać, że kontrolerzy nie darzą nas-szybowników zbytnią sympatią. Nasze radia mają zbyt mały zasięg, co powoduje za długie przerwy w korespondencji, a tym samym prowadzi to do braku kontroli ruchu lotniczego. Również wysokości lotu przez nas upragnione, nie są zarezerwowane dla szybowców.

Najważniejsze jednak jest to, że w końcu pokonaliśmy wszystkie piętrzące się trudności i tego tez życzymy Sebastianowi i całemu jego zespołowi. Polski szybownik niestety zbyt późno zdeklarował gotowość do udziału w naszej ekspedycji i trudno było już nam zmienić plany, które były w trakcie realizacji.



Zmieniany 7 raz(y). Ostatnia zmiana 2014-05-02 15:05 przez Wojciech Dombrowski.

•   0  Komentarz(y)

Komentarze

Brak komentarzy - Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz

Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym blogu.

Kliknij żeby zalogować