LotniczaPolska.pl
imię: Grzegorz
nazwisko: Kucharczyk
pseudonim: Iwan
czym się zajmuję: prowadzę strefę zrzutu i jestem instruktorem spadochronowym
należę do: Klubu Spadochronowego Atmosfera, Aeroklubu Północnego Mazowsza
zainteresowania: spadochroniarstwo, BASE, paraplany, paralotnie
tytułem wstępu: 20 lat w cugu pasji, nieodwracalne zmiany w percepcji przegryzionej adrenaliną
Szukaj na LotBlogi:

Zaawansowane

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk
O skakaniu i lataniu, z głębi głowy i serca

jubileuszowo z 7000 metrów

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk |  •  2010-09-02 17:42 |  Dodaj komentarz

Czas płynie nieubłaganie. Jeszcze pamiętam zapach kwitnących traw po otwarciu drzwi An-2 na wysokości 800 metrów przed swoim pierwszym skokiem a tu rach ciach:
minęło 20 lat,
minęło 10 lat instruktorzenia,
pękło 6500 skoków,(albo więcej)
pękło 2500 tandemów,(albo więcej)
Ale też zaczęło się coś nowego w moim życiu. 6 lat temu poznałem Ulę, z którą teraz razem, plecy w plecy zanurzeni jesteśmy w ciekawej i trudnej rzeczywistości. Daliśmy nowe życie małemu homo volantusowi, którego obecność zmienia wszystko wokoło.
A wszystko zaczęło się od niewinnego tandemu. I to tandemu, podczas którego poznaliśmy się pomimo mieszkania do wczesnego dzieciństwa po dwóch stronach tej samej ulicy na warszawskim Mokotowie.
Od tego czasu Ula naskakała ponad 1200 skoków, jest instruktorem AFF USPA, S&TA i kończy kwestie związane z polskim instruktorswem.
Tak więce wiele magicznych rzeczy zbiegło się razem i można było w sposób szczególny to uczcić.
Skoczyliśmy razem w tandemie z 7000 metrów. To wydarzenie było łatwiejsze do wykonania, ponieważ oboje mamy zrobione badania w komorze niskich ciśnień i wcześniej skoczyliśmy sobie z tej wysokości, oczywiście u nas w Atmosferze.
Sam pomysł zrobienia skoków z tej wysokości był spontaniczny, z założeniem 'a dlaczego by nie?'
Owszem było trochę z tym zachodu. Ale gdy sanki ruszyły znaleźli się pomocni ludzie, tu nie sposób nie wymienić Dropiego, czyli Roberta Drozdowskiego, który jest specjalistą Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej i co równie ważne zapalonym skoczkiem.
Dzieki jego poczynaniom okazało się, że dla Instytutu stanowimy ważką grupę badawczą i można na nas zrobić ciekawe testy przy okazji wysysania powietrza z KNC.
Badaliśmy działanie wzroku w zmniejszonym ciśnieniu, dzieki temu wszyscy, którzy chcieli się przebadać mogli to zrobić nieodpłatnie przystępując do badań.
Drugim plusem była obecność Dropiego na pokładzie samolotu i posiadanie aparatury do indywidualnego pomiaru wysycenia krwi tlenem.
Mieliśmy też szkolenie teoretyczne poprzedzające skoki. Po prostu full profeska - Dzieki Dropi!
Wracając do tandemu, to kiedyś mieślismy układ z Ulą, że na każdym nowym miejscu będziemy robili tandem aby się mogła zapoznać z miejscem lądowania. Oczywiście szybko jej to przeszło i w zasadzie już od paru lat nie lecieliśmy razem, teraz spontaniczny pomysł spoktał się z pełną akceptacją.
Było super, może tylko temperatura na 7000 nie nastrajała romantycznie ale czego się nie zrobi aby nie przejść do historii winking smiley

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

Kto się nad tym już zastanawiał?

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk |  •  2010-07-29 13:56 |  Dodaj komentarz

Po co skaczemy?


Zazwyczaj dzieci zadają jako pierwsze pytanie 'dlaczego'? Oczywiście najpierw trzeba przejść przez około 23780000 zadanych pytań 'cio to' Dlaczego skoczkowie skaczą? Tu odpowiedź akurat jest prosta, bo drzwi w samolocie są otwarte winking smiley
Mnie bardziej interesuje po co się skacze. Co jest takiego w skoku spadochronowym, co przyciąga do jego wykonania i budzi obawy.
Niektórzy, bez żadnego zawahania wchodzą w skoki spadochronowe jak w dym, inni nie dają się namówić na skok przez lata. Ale to nie jest przecież kwestia odwagi, to chyba też nie jest kwestia wewnętrznej wrażliwości.
Skok z samolotu wyzwala najwyższe emocje, co do tego nikt nie ma chyba żadnych wątpliwości. Można też skok zestawić ze zrozumiałą dla wszystkich prawdą, że każde doświadczenie nas w pewien sposób zmienia.
Jeśli więc operujemy najwyższymi emocjami, to możemy oczekiwać również bardzo znaczących efektów działania tych emocji na nasze dalsze życie.
To jednak jest proste dla osób już uprawiających spadochroniarstwo. My wiemy, że tak jest. Wiemy tez, że nie jest łatwo zrobić ten pierwszy krok, że mnóstwo obaw towarzyszy tej inicjacji.
Ze swojego doświadczenia opartego o bezpośredni kontakt powiedzmy z 2500 osób, które skoczyły ze mną w tandemie i kilkuset osobami, które wyszkoliłem na samodzielnych skoczków mogę jako jedną z najważniejszych okoliczności sprzyjających pierwszemu skokowi podać szeroko pojęte zawirowania życiowe.
Jeśli komuś stuknęła trójka, lub czwórka z przodu to zaczyna robić swój rachunek sumienia – jak do tej pory spędził swoje życie.
Jeśli ktoś się z kimś rozstał albo już jest zmęczony w związku – zaczyna patrzeć na zewnątrz szukając oddechu, jest gotów NAWET skoczyć z samolotu,
Jeśli ktoś ma depresję, to gdy już się nią nasyci i zmęczy, będzie chciał znaleźć zastrzyk energii aby ruszyć znów do walki,
Jeśli ktoś jest zmęczony swoim pracocholizmem,
Jeśli ktoś nie może zgodzić się z zasadami dookoła niego... i tak dalej i dalej.

Chyba nie ma ostrzejszej jazdy pod kontrolą niż skoki spadochronowe. Nie ważne czy coś będzie bardziej niebezpieczne (np. podrzucanie do góry i łapanie odbezpieczonego granatu) ważne jest, czy będzie ten jasny moment przekroczenia granicy. Ta chwila, którą można odnieść równolegle do swoich przeżyć codziennych. Może zanurzenie w wodzie z aparatem oddechowym i zaczerpnięcie pierwszego oddechu pod wodą jest czymś porównywalnym. Może pierwsze oderwanie się od ziemi jakimkolwiek urządzeniem latającym też ale tu, jest coś ciekawszego. Tu trzeba odejść od tego co jest za nami w nieznaną przyszłość. Zrobić coś, co wymaga zaufania lub wiary w zdarzeniowość.

Skok z samolotu jest więc, niezależnie od tego, czy jest to uświadomione czy pozostaje w podświadomości jest bardzo skuteczną rewitalizacją, świeżością spojrzenia na nasze życie. Daje satysfakcję, pewność siebie, wiarę w przyszłość. Łamie depresje i oddala od uzależnień – choć samo skakanie może bardzo uzależnić.

może czas już skoczyć? może czas odstresować się?



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2010-07-29 14:04 przez Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk.

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

Skoki niepełnosprawnych

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk |  •  2010-02-11 12:25 |  Dodaj komentarz

Spadochroniarstwo nie jest aktywnością, w której łatwo odnaleźć się osobom niepełnosprawnym. Szczególnie w naszej, polskiej rzeczywistości. Obecnie przechodzi transformację z charakteru sportowo militarnego w rekreacje klasyfikowaną jako ekstremalna.
Jaka by nie była, ekstremalna czy nie, to rekreacja jest o wiele bardziej rozwojową drogą i można spodziewać się, że coraz bardziej będzie wzrastała dostępność.
Obecnie prawie każda dysfunkcja aparatu ruchu neguje możliwość zdobycia orzeczenia lekarskiego, lub nastręcza ogrom trudności do pokonania. To problem dla środowiska spadochronowego, to co jest murem, nieraz nie do pokonania dla osób niepełnosprawnych może być straszakiem dla sprawnych ale mniejszych duchem.
Zdolności walczenia o swoje i odnajdywania się w realiach życia wśród jednostek pozornie pełnosprawnych jest chyba dużo mniejsza niż u tych, którzy już wiedzą o jakie wartości się biją.
Jest więc szansa, że za parę lat badania lekarskie dla skoczka nie będą poziomem przewyższały badań na prawo jazdy. Jest to prawdopodobne i byłoby bardzo słuszne.
Na razie pozostają skoki tandemowe. Jest to bowiem szczególna forma spadochroniarstwa, gdzie odpowiedzialność za pilotowanie spadochronu i przebieg swobodnego spadania spoczywa na doświadczonym instruktorze.
W pewnym sensie jest to coś podobnego do lotów zapoznawczych, jednak emocje, które wzbudza są dużo większe niż można sobie wyobrazić.
Skoki tandemowe możliwe są od kilkudziesięciu lat. Geneza powstania systemu tandemowego wywodzi się z wojskowego zapotrzebowania na przewożenie specjalistów na tyły wroga. Dobrze oddaje to znany chyba wszystkim pasjonatom skoków film “Drop Zone”, gdzie informatyk (ten z odgryzionym palcem) jest męczony skokami tandemowymi w trudnych warunkach, aby w odpowiednim momencie wkraść się do systemu FBI i ukraść tajne dane.
Lustrzane odbicie zielonego, wojskowego świata to bardziej kolorowa komercyjna rzeczywistość. Szybko tandem okazał się przebojem. To przecież tak proste!
Obecnie na całym świecie tandem jest wprowadzeniem i zanęceniem do szkolenia spadochronowego. Jest też wspaniałą formą wypoczynku i odstresowania. To emocje, które rodzą się na progu samolotu oraz bodźce wzrokowe, czuciowe, których dostarcza swobodne spadanie i lot na czaszy są głównym mechanizmem odstresowania.
To co czujemy na progu jest naprawdę ekstremalne. Już bardziej nie można podkręcić śrubki w mózgu. Skok czyści rejestry, powoduje, że czujemy się nowi i odświeżeni.
Nagminne jest, że wśród zainteresowanych skokiem znajduję osoby, które właśnie zakończyły jakiś związek, które znalazły się na tzw. zakręcie życiowym. Niepełnosprawnych jest niewielu, którzy skaczą. Może nie dają sobie prawa do takiej zabawy, może kwestie materialne a może boją się przemiany, która w nich nastąpi. To pytania, które z przyjemnością zostawię czytelnikom portalu do rozstrzygnięcia. Pamiętajmy bowiem, że to emocje kształtują nasze postrzeganie rzeczywistości a być może też kształtują to co, niesie nam los.


Skok tandemowy wykonywany jest zazwyczaj z 4000 metrów, co daje możliwość wykonania około 45 sekund swobodnego spadania z prędkością bliską 200 km/h. Ani zmiany ciśnienia, ani przeciążenia przy otwarciu spadochronu nie są zagrożeniem dla zdrowia. Oczywiście niestabilność kręgosłupa, chroniczna łamliwość kości, ostra niewydolność układu krwionośnego i oddechowego są barierami nie do przeskoczenia. Podobnie epilepsja. Inne tak jak masa ciała (maks. 100 kg), którą można przecież kształtować podlegają dyskusji. Z powodzeniem skakali zarówno para jak i tetraplegicy, osoby niewidome i głuchonieme. Większość zahamowań i barier jest bowiem w naszych umysłach, nawet jeśli czynniki materialne wydają się być najważniejsze to i tak to, co mamy w głowie będzie rozgrywać tą grę.

W tandemie skaczę od 10 lat. Ponad 2000 uśmiechniętych osób, w tym kilkadziesiąt osób niepełnosprawnych. Zapraszam do zainteresowania się, czy ktoś z Was może i chce skoczyć w tandemie. Na co dzień skaczę w Przasnyszu, na strefie Skydive Atmosfera – nazwa nie jest przypadkowa i wcale nie chodzi o zjawiska pogodowe winking smiley



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2010-07-29 13:55 przez Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk.

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

No i wreszcie wytchnienie

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk |  •  2009-12-14 20:43 |  Dodaj komentarz

I znowu w Hiszpanii.


Czas odpoczynku. Tym razem był bardzo potrzebny, były takie momenty w tym sezonie, że tylko świadomość zimowego wyjazdu do Hiszpanii trzymała mnie pod parą. Miałem pomysł, że będę jeździł z Grzesiem na rowerze.
Prawda okazała się taka, że on chyba trochę mniej lubi jeździć niż ja. Jak się robi dużo przystanków, aby mógł poznawać świat to nie ma problemu, ale jak się buja ponad 15 minut w siodełku to go trochę nosi.
Mamy teraz nie tylko fajną pogodę ale też czas na pobycie razem. Bez pośpiechu i bez planu płynie każdy dzień, robimy to na co mamy ochotę.
Skoczyłem sobie i jakoś nie dostrzegłem wewnątrz siebie żadnej bariery spowodowanej wiosennym, drobnym uniesprawnieniem. Po paru dniach aklimatyzacji ze słońcem pomyślałem, że trzeba skoczyć dla zachowania zdrowia. Ula zapytała mnie, czy nie mam żadnych zahamowań związanych z pierwszym skokiem na tej strefie po powrocie do zdrowia. Nawet mi to do głowy nie przyszło, ale jak już zostało podsunięte to zacząłem się zastanawiać, czy mam jakieś opory cz nie mam. No nie znalazłem. Ivan pomógł mi, bo potrzbował pomocy przy filmownaniu tandemów. Szybko trzeba pojechać do hotelu po sprzęt i zaraz do samolotu a potem bez wyłączania drugi wylot. Jak dla mnie to git.
Odkryłem (a tak, można czuć się jak odkrywca) super trasę na rower. Dawny szlak kolejowy został przerobiony na potrzeby turystyki pieszej i rowerowej. Nad samym brzegiem kilkunasto kilometrowa piękna trasa widokowa. Nie było łatwo na nią trafić, najpierw wypatrzyłem ją z tarasu widokowego, położonego wysoko nad trasą. Pokręciłem się rowerem, aby znaleźć legalny wjazd, w końcu na szagę wskoczyłem z jakiś krzaczorów i dopiero przy powrocie poznałem, gdzie sezam się otwiera.
Fajne miejsce, następnego dnia pożyczyliśmy dla Uli rower i pojechaliśmy z Grzesiem.
Przedwczoraj przyjechali do nas Kathi i Marcus. Nasi Atmosferowicze znają dobrze Marcusa Lasera, a Kathi znają Ci, którzy byli kiedyś z nami w Lillo.
Teraz mamy sporo wolnego czasu i bardzo było przyjemnie gościć ich u nas. Przy okazji spotkaliśmy się wszyscy z Ivanem i Carlottą. W ten sposób doszło do G6 winking smiley Właściciele dwóch stref zrzutu i curs director USPA. Mamy trochę pomysłów jak zacieśniać współpracę.
Zresztą tak czy siak, dobrze z nami trzymać, bo wkładamy masę pracy aby z nami było lepiej i bardziej opłacalnie. Skoczkowie z Polski jadąc z nami płacą nie 25 Euro za skok a 20, to spora różnica. Tak samo z tunelem aerodynamicznym, gdzie bukując godziny przez nas można zaoszczędzić masę pieniędzy.
Spotkanie było owocne. Mamy kilka pomysłów na sezon i na zimę. Będziemy mieli też pomoc od Marcusa w kwestii coachowania w tunelu i na naszych boogie. To bardzo ważne.

z ostatniej chwili:

Ostatni dzwonek na dołączenie do nas w Hiszpanii. Pozostały miejsca na termin styczniowy. Zapraszamy samodzielnych i początkująch skoczków, nie mamy bowiem już więcej miejsc dla studnetów AFF.
Dwie cessny 206, spadochrony 2x280, 2x260, 240, 235, 2x210, 2x190 czekają na was. Widoki plaży i Morza Śródziemnego gratis.
Opracowaliśmy w spokoju kilka tras na wycieczki po górach i szlakami rowerowymi, nie tylko nad brzegiem morza.
Podczas szkolnia w tunelu aerodynamicznym, uzyskamy pomoc od Marusa Lasera z Instructors Academy, to dla bardziej doświadczonych skoczków wspaniała okazja na podciągnięcie umiejętności zespołowych. Więcej zobaczycie na odpowiedniej stronie.

Jest też film z wyjazdu




i z treningu na tunelu






Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 2010-02-11 12:28 przez Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk.

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

Bezpieczeństwo a papierologia

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk |  •  2009-11-03 16:56 |  Dodaj komentarz

Na pierwszy rzut oka obie idą w parze. Analiza wypadków dostarcza przecież informacje o tym, czego nie robić a ścisłe procedury stanowią wytyczne do prawidłowego wypełniania czynności lotniczych. Dopełniają się i stanowią żywy, ewoluujący twór.
Papierologia stanowi również gruby mur, za którym organizator i instruktorzy mogą schować się, gdy dojdzie do tragedii. Dobre papiery, to dobra dupokrytka, można spać spokojnie, że nic nikomu nie zrobią jeśli dojdzie do jakiegoś nowego wypadku lub choćby incydentu. Część papierów powstaje tylko i wyłącznie w tym celu.
I tak powstaje coś, co zaczyna żyć swoim życiem ale ma więcej wspólnego z opisywaniem niebezpieczeństw, analizą ich zaistnienia i tworzeniem procedur chroniących przed takim kolejnym zdarzeniem niż z bezpieczeństwem.
Trochę przypomina to naukę jazdy samochodem przez negowanie niebezpiecznych zachowań. Procedura na unikanie wjeżdżania do rowu, procedura na nie wjeżdżanie na drzewa, procedura na nie spadanie z mostu, na to owo itd i ciągle jest tych procedur coraz więcej. Instytucje powstałe w celu analizy niebezpieczństw, w dobrej wierze produkują coraz to nowe zalecenia. Muszą to robić, bo za to im płacą.
Nie myśl o różowym słoniu. Owszem analiza powinna być na wyciągnięcie ręki dla każdego, kto chce poćwiczyć wyobraźnię – a to dla lotników kwestia wiodąca. Ale zasady bezpieczeństwa powinny być opracowywane nie tylko w oparciu o zaistniałe wypadki.
Chyba każdy się zgodzi, że bezpieczeństwo przede wszystkim powinno opierać się o jasne i precyzyjne wytyczne, o dobrze przygotowane programy szkolenia, o kadrę instruktorską nie tylko dobrze latającą ale umiejącą swoją wiedzę przekazać dalej.
Nie znam się na całym lotnictwie, znam się na skakaniu. Bezpieczeństwo skoków, schowane za papierologię chroniącą tyłek organizatora i odbierająca mu prawo do odpowiedzialności to moim zdaniem skrót do patologii. Byłoby może inaczej, gdyby kandydat dysponował swobodnym dostępem do wiedzy i był nastawiony w miarę obiektywnie do skoków przez media.
W chwili obecnej, dziennikarze nie wiedzą nic, lub prawie nic na temat skoków więc szafują jakimiś podkoloryzowanymi historyjkami, które częściej wabią w szeregi chętnych na skoki ludzi z pędem ku śmierci. Gdzie mają się odnaleźć tacy poszukiwacze gwiezdnych wrót jeśli nie tam, gdzie kochane media oświetlają im rozwiązania: jak nie zaczną jeździć szlifierkami (od razu po prawie jazdy) to zaczną robić swoopy (zaraz po skończeniu AFF i otrzymaniu PJ).
Przyznam, że ani w jednej ani drugiej aktywności prezentowanej przez czwartą władzę operującą językiem polskim z akcentem dziennikarskim, międzynarodowym nie usłyszałem nigdy o szacunku do tego co się robi, o kalkulowaniu ryzyka o samorefleksji, nic. No bo po co? Może jeszcze dowiemy się, że ktoś po prostu skacze i czerpie z tego przyjemność po pracy od kilkudziesięciu lat a to może być groźny przykład dla innych konsumentów.


Wracając do papierów. Mam głęboką nadzieję, że papiery nie zasłonią mi ludzi. Po większości z nich widać, kiedy zaczynają szukać guza i nawet jeśli nie mam na nich przepisu to mogę zabronić im skoczyć, ale żeby dostrzec to, trzeba na nich patrzeć. Jeśli wszystko co robi instruktor ma być spisane punkt po punkcie, to gdzie będzie miejsce na jego pracę?
Przepisy to wirtualne kraty ustawione przez jednych dla drugich, zwykle gdy ci pierwsi uważają, że wiedzą więcej lub mają 'moralne prawo' do czynienia dobra – nawet wbrew woli obdarowywanych. Używając przepisów na wszystko zaczynamy się odmóżdżać, nie musimy myśleć, bo przecież mamy napisane. Najgorsze, że brak myślenia w lotnictwie jest widoczny bardziej kontrastowo – niestety w kolorach czerwono zielonych. Systemowo jest OK, przepisy są coraz lepiej dostosowane. Trochę jak z lekarstwami na choroby, które coraz sprawniej mutują. Trochę jak rozkazem bez wytłumaczenia i zrozumienia. Nie ma lekcji, jest wytyczna.
Tak sobie mogę pisać i pisać, na nic to oczywiście nie wpłynie. Może po prostu sam się przekonuję, że to co mogę zrobić to napisać podręczniki. Taki mały wsad w bezpieczeństwo, który i tak nie spowoduje równowagi bo nie zastąpi federacji, nie zastąpi rady instruktorów, nie zamieni niekompetentnych na tych, którzy znają się na swojej robocie. Ale każdy, kto będzie chciał coś się dowiedzieć zyska taką możliwość.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2009-11-03 17:05 przez Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk.

•   1  Komentarz(y)  Dodaj komentarz