LotniczaPolska.pl

Wpisy na blogu:

imię: Grzegorz
nazwisko: Kucharczyk
pseudonim: Iwan
czym się zajmuję: jestem instruktorem, egzaminatorem, trenerem, szkoleniowcem, prowadzę całoroczną bazę spadochronową w Hiszpanii,
należę do: USPA - największego stowarzyszenia spadochronowego na świecie
zainteresowania: spadochroniarstwo, BASE, paraplany, paralotnie
tytułem wstępu: 25 lat w cugu pasji i 9000 skoków, nieodwracalne zmiany w percepcji przegryzionej adrenaliną
Szukaj na LotBlogi:

Zaawansowane

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk
O skakaniu i lataniu, z głębi głowy i serca

Małe spadochrony – wielki problem

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk |  •  2011-07-04 09:50 |  Dodaj komentarz

Temat popularności bardzo obciążonych czasz spadochronowych jest poruszany często. Efektywność stosowania wyciąganych wniosków porównywalna jest jednak do rzucania przysłowiowym grochem o ścianę.
Trzymając się tego porównania, można przyznać, że uszkodzenia ziaren grochu w wyniku zderzenia ze ścianą są dużo mniejsze niż u skoczków grzmocących w ziemię.
Temat wałkowany zazwyczaj przy okazji jakiejś mniejszej lub większej ludzkiej tragedii traci na popularności szybciej niż dopali się znicz.
Dlaczego tak się dzieje? Co powoduje z jednej strony parcie na zakup i używanie małego spadochronu a z drugiej nie ma żadnych mechanizmów ochronnych. Być może na taki stan rzeczy mają wpływ:

Brak wyobraźni młodego skoczka.
Oczywiste jest, że młody skoczek nie może mieć wyobraźni wszczepionej na starcie do nowej aktywności. Nawet rozsądne jednostki – a takie też bywają, muszą nagromadzić wiedzę i doświadczenia aby zaczęła prawidłowo działać wyobraźnia. Podobnie jak u dziecka eksplorującego nowy dla niego Świat tak i tu na zasadzie prób i błędów skoczek poznaje wrogie pod kątem praw fizyki środowisko. Do braku wyobraźni przyczynia się również mizerny dostęp do materiałów szkoleniowych. Mocne wejście poprzez przyspieszony kurs swobodnego spadania, uścisk ręki instruktora i samotność informacyjna na długie lata. Czarna przepaść pomiędzy programem szkolenia podstawowego a programem szkolenia instruktorów. Wreszcie brak tzw. średniej kadry szkoleniowej, czyli wsparcia instruktorów ze strony doświadczonych skoczków, którzy mówią to co trzeba a nie klepią zasłyszane bzdury. Nie jest lekko i najbliższa przyszłość nie rokuje optymistycznie.

Brak szablonów treningowych.
Ułańska fantazja ma pełne pole do popisu, gdyż nikt nie przedstawia planów treningowych. Zresztą po co przedstawiać plany treningu jeśli skoczek nie wie co chce i robi wszystko po trochu, czyli nic konkretnie. Przykładowo, jeśli faktycznie jest zainteresowany swoopowaniem, które pod kątem atrakcyjności wizualnej zaczyna wyprzedzać inne dyscypliny to powinien zwrócić się do uznanego zawodnika – lub jak będzie miał szczęście do trenera z zapytaniem jak to najbardziej efektywnie zacząć. Oczywiście odpowiedź może nie spotkać się ze zrozumieniem, bo zazwyczaj będą to konsekwentnie wykonywane ćwiczenia liczone pięćsetkami skoków. Mało tego, dowie się, że nie powinien mieszać swojej nowej pasji z innymi dyscyplinami bo wtedy trudniej o koncentrację i mniej bezpiecznie w dużej grupie lądujących skoczków. Czyli parę tysięcy skoków niskich i może relatywnie bezpiecznie uprawiać swój swooping.
Jeśli skoczek jest zainteresowany płaskimi formacjami, to odpowiedź od kogoś, kto myśli nad tym co powie, będzie brzmiała, że spadochron powinien być większy, otwierający się stabilnie i pozwalający na spokojne bezpieczne lądowanie po rozejściu bardzo dużych grup skoczków.
Jeśli chce trenować formacje na otwartych spadochronach... itd.
A jak jest u nas? Wyjście na płasko, potem trochę freefly, otwarcie spadochronu (możliwie jak najniżej granicy ochrzanu kierownika skoków) latanie blisko innej czaszy, jak się uda zadokować to będzie fajny film z 4 kamer zamocowanych na głowie, nadgarstku, brzuchu i stopie. Na koniec fantazyjny, nieprzemyślany manewr i uda się albo nie uda. Zwykle się udaje. Przyszłość, jak w przypadku pierwszego punktu nie nastraja radośnie.

Niespójne wzorce do naśladowania.
Wobec braku systematycznie podawanej wiedzy i przemyślanych wzorów treningowych młodzi skoczkowie obserwują 'starych'. Niestety wiedząc mało, posiadając nikczemnie małą liczbę skoków upatrują wzorców już u skoczków, którzy według nich są doświadczeni. Dla kogoś kto ma 20 skoków skoczek ze stażem 200 to już jest gość. Instruktorzy stanowią nie tyle źródło wiedzy co inspirację. Mają małe spadochrony, tak fajnie lądują (to już nie wszyscy). Jak nie marzyć o takim wzorcu przy braku innych? Instruktorzy zapominają o tym, że czy tego chcą czy nie są bacznie obserwowani nie tylko przez podstawówkę ale także przez mniej doświadczonych. Widząc więc, podczas budowania dużych formacji instruktorów skaczących w bardzo dużej grupie na spadochronach high performance nie spodziewałbym się szybko następujących zmian takiego zachowania. Brak wyobraźni instruktorów lub inne priorytety mogą tylko utrwalić chaos małych spadochronów.

Cicha, społeczna akceptacja.
Smutne ale chyba prawdziwe. Każdy szybko otrząsa się ze śmierci znajomych skoczków lub ich ciężkich obrażeń. Nie ma przecież problemu, każdy jest panem swojego życia i śmierci. Ma prawo popełnić błąd i ponieść tego konsekwencje. Oczywiście konsekwencje ponosi rodzina a nie sam denat – bo on już nic nie poniesie.
Nic bardziej błędnego. Byłoby zbyt pięknie, jeśli użytkowane przez za mało doświadczonych skoczków spadochrony zagrażałyby tylko im samym. To jest zagrożenie dla wszystkich, którzy są w tym samym wyrzucie.
Przez lata i setki skoków kształtuje się psychomotoryka lotu na czaszy. To dlatego, przy turbulentnych warunkach nie puszcza się uczniów. Nie mają jeszcze wyczucia czaszy i reakcji szybszych niż świadoma analiza sytuacji. Przy skokach kilku, kilkunastu osób skoczkowie dzielą pomiędzy siebie przestrzeń, tak aby bezpiecznie wylądować. Z jednej strony koncentrują się na ruchu pozostałych skoczków, z drugiej planują tor lotu do wyznaczonego celu. Jeśli doświadczenie im pozwala dokładają jeszcze manewr napędzania, który wymaga od mózgu ważnych i skomplikowanych kalkulacji.
Ale jeśli niedoświadczony skoczek na plecach ma przecinaka i pruje radośnie przez przestrzeń to nie jest w stanie ani określić położenia innych skoczków, jak i przygotować trajektorii lotu. Myśli jak przeżyć swoje napędzanie. Do tego jest rozemocjonowany całą masą rzeczy ze swobodnego spadania. Do czego to prowadzi? Do drugiego, największego źródła zgonów. Do splątań.
Niech więc nikt nie przechodzi obojętnie nad doborem spadochronów przez osoby trzecie. Bo każdego z nas może strącić ktoś, kto jeszcze nie ma doświadczenia, kto nie zdążył wyrobić sobie wyobraźni, kto nie był trenowany tylko zostawiony sam sobie. Wina za splątania i niskie zakręty leży bardziej po stronie doświadczonych skoczków i instruktorów nie reagujących na nieprawidłowy dobór spadochronu niż po stronie tego, kto na nim już leci.

Wątek do dyskusji na ten temat na www.forumspadochronowe.pl tutaj



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2011-07-04 11:40 przez Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk.



•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

Kamera pokazuje wykrzywione ego, kolego

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk |  •  2015-08-20 11:29 |  Dodaj komentarz

Kamera pokazuje wykrzywione ego, kolego.

Niezależnie od tego, z której strony kamery się znajdujesz, ma ona wpływ na twoje zachowanie. Czy tego chcesz, czy nie.

Takie stwierdzenie obudzi natychmiast falę protestów. Można sobie wyobrazić jak widownia pełna teletubisów protestuje wykrzykując: "mów za siebie, frajerze!", "zacznij trochę się kontrolować mięczaku!", "co on znowu pieprzy?" itp.

Jasne, że mogę sobie wyobrazić istnienie osób o wybitnej samokontroli, które opanowały sztukę koncentracji na poziomie mistrzowskim. Ci, faktycznie mogą być wolni od skazy charakteru, która jest dużo większa niż aberracja przeciętnego obiektywu kamery typu action.


Zazwyczaj trudno jest spojrzeć na samego siebie w sposób krytyczny, co wcale nie znaczy, że w głębi umysłu nie dostrzegamy pewnych niepokojących zjawisk. Uruchamiając więc wyobraźnię wykreujmy dwie niezaistniałe sytuacje. Wspólnym mianownikiem będzie to, że jesteśmy na nowej dla nas strefie zrzutu. Nie znamy nikogo. Mamy zamiar skoczyć i zaliczyć to miejsce, bo słyszeliśmy, ze są przepiękne widoki. To ma być zwykły skok dla relaksu.

W pierwszym przypadku na pokładzie dużego samolotu siedzą skoncentrowani skoczkowie. Oczywiście sobie żartują co jakiś czas, mają jakieś grupy, coś tam trenowali. Co jest trudne do wyobrażenia - nie mają kamer ani na kaskach, ani na taśmach piersiowy, ani na nadgarstkach. Tak, oni nie mają kamer.

W drugim przypadku ten sam samolot. Tak samo dużo ludzi. Tym razem jednak widać, że każdy ze skoczków ma przynajmniej jedną kamerę. Na kasku, na taśmie piersiowej, niektórzy na stopie - tak dla lepszego ujęcia. Kamer jest zdecydowanie więcej niż skoczków. Oczywiście w trakcie lotu pojawiają się kunsztownie zagięte palce, zwisające języki, dzikie okrzyki itp.

Mamy więc dwie sytuacje. Skoczków nie znamy. W którym samolocie wolelibyście się znaleźć?
Ja mam swoją odpowiedź, ale jest ona uwarunkowana moimi spostrzeżeniami, które postaram się opisać poniżej.
Wywołanie małpy jednym guziczkiem
Nawet spokojne, pozornie introwertyczne jednostki, pod wpływem włączonej i nakierowanej na nich kamery robią jakieś głupie miny. To zjawisko międzynarodowe, ponadpłciowe, niemal niezależne nawet od wieku skoczków.

Czy kamera działa?
W momencie wymagającym największego skupienia zaczyna się wzajemne wypytywanie o stan kamery. Wiadomo, że jeśli komuś wypadnie pilocik, to sobie będzie leżał albo poleci, bo oczy nakierowane są na lampki kontrolne

Kadr, scena, dzieło
Każde ujęcie jest ponadczasowe. To zamrożenie chwili na wieki. Liczy się światło, liczy się kompozycja, liczy się strój, czyn i mina. Im bardziej ulotna chwila, na ten przykład pięknie zachodzące słonce - tym więcej koncentracji na wiekopomnym dziele.

Oni nie, jak tak!
Może coś jeszcze dopiszę, jak mi się przypomni. Ale już to wystarczy mi do dokonania wyboru. Wolałbym być w samolocie z ludźmi bez kamer, wolałbym być na czaszy w otoczeniu ludzi bez kamer. Oczywiście sam chciałbym mieć kamerę! I tak to właśnie działa.
Nie jesteśmy obiektywni i nigdy nie będziemy. Traktujemy siebie samego raz gorzej, raz lepiej ale nigdy obiektywnie. Dobrze jest więc patrzeć na innych, niczym w zwierciadło samego siebie.

Małpie figle
Co więc się dzieje w głowie człowieka, gdy kierowana jest na niego kamera? Dlaczego zaczyna małpować i zachowywać się jakoś tak sztucznie? Czy to jest jego twarz? Czy to jest twarz, którą uważa, że powinien zaprezentować innym w tej grupie? Raczej to drugie.
Kamera w cudowny sposób pokazuje jak ważna jest dla nas grupa, jak ważny jest nasz wizerunek. Fakt utrwalania, ba uwieczniania chwili, której stanowimy ważny odprysk każe nam poprawić włosy, wyprężyć pierś lub wystawić język i pozaginać palce. To nie ważne co, bo to nie jest nasze. To nasze wyobrażenie o obrazie, który jest głowach innych skoczków.

Małpujemy, bo wydaje nam się, że inni oczekują tego od nas. Gdyby się zastanowić głębiej i wypisać sobie listę osób, których opinia jest dla nas ważna, to może się okazać, że nie będzie tam żadnego nazwiska. To są bowiem zachowania, których motorem nie jest świadomość. Zrozumienie tego może przesunąć pewien procent zaangażowania pracy mózgu w bezpieczeństwo z nieefektywnego małpowania na rzecz jakiegoś iluzorycznego wizerunku.

Stare powiedzenie głosi: Dla towarzystwa cygan dał się powiesić.


Warto też pamiętać, że choć to co, popularnie nazywamy "ego" ewolucyjnie jest doskonałym mechanizmem. Wyrazem kształtowania się strategii przetrwania. To jednak jest to mechanizm chroniący gatunek. Jednostki w tej grze mogą ginąć na rzecz sprawdzania różnych kierunków ekspansji gatunku.

A więc, czy nagranie jest warte życia lub zdrowia? Pytanie pozornie tylko retoryczne.


Jak przeżyć?
Jak nagrać?
Czy nagrać?

to kolejność stawianych pytań

Więcej wpisów na moim blogu spadochronowym

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

Mój pierwszy e-book spadochronowy

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk |  •  2014-12-26 09:25 |  Dodaj komentarz

Podręcznik spadochronowy
Nie chcąc dołączyć do tych, którzy tylko narzekają, zrobiłem coś. Napisałem poradnik spadochronowy, który kieruję głównie do młodych skoczków.
Niejednokrotnie apelowałem o rozsądek i podnosiłem temat braku zainteresowania spadochroniarzami, którzy ukończyli szkolenie podstawowe i zostali zostawieni sami sobie.

To duży problem z zakresu bezpieczeństwa. To, w moim odczuciu luka szkoleniowa. O ile uczniowie, w trakcie AFF lub SL, lub rzadko IAD, są pod stałym nadzorem instruktorów, to zaraz po zakończeniu tego kursu opieka nad nimi ogranicza się do podpisu.
A w głowach, które są jeszcze nienapełnione wiedzą zaczynają się mościć przeróżne zwariowane pomysły.

Poradnik "Co dalej po AFF?" to pierwszy z planowanego przeze mnie cyklu publikacji. Zacząłem trochę niechronologicznie, przeskakując ponad szkoleniem podstawowym. Wynika to z wyżej opisanego zagrożenia. Szkolenie podstawowe jest nieźle zabezpieczone. Pierwszą zapełniłem więc, najgroźniejszą moim zdaniem lukę.

Poradnik pomaga zrozumieć skoczkowi zagrożenia, możliwości, warunki uzyskania licencji, zasady treningu. To prawie 250 stron popartych grafikami. Poradnik zawiera opisane i wytłumaczone najczęściej popełniane błędy pilotażu, rozpisane ćwiczenia poprawiające umiejętności.

Wydaje mi się, że młody skoczek, z takim narzędziem będzie dużo bardziej świadomy i bezpieczny. Oczywiście e-book nadaje się też jako źródło nowoczesnej wiedzy o skokach spadochronowych dla wszystkich zainteresowanych. Nie jest pisany jakimś tajemniczym slangiem a wiedza w nim zawarta, to moje doświadczenie szkoleniowe. Zresztą już wcześniej była namiastka tego e-booka w postaci skryptu FS1. Jak się okazuje, krąży on kopiowany, bo nic innego nie ma.

Jednym z pierwszych pytań ze strony portalu, na którym zamierzam wystawiać e-book było: czy nie boję się, że zaraz będzie to kopiowane i nielegalnie przekazywane? No cóż, pewnie, że trochę się boję. Swoich uczniów zostawiam z przygotowanymi przeze mnie materiałami. Dostają skrypt do odświeżania wiedzy z zakresu AFF i skrypt do nauki budowania formacji. Wiem, że niektóre polskie ośrodki szkolenia używają bez pytania moich materiałów. Co mam poradzić na nieuczciwość? Nic. Przykre, że po tym, jak za darmo udostępniam masę publikacji, uzupełniam dział support skoczka na www.skokiwhiszpanii.pl nikt nie kontaktuje się ze mną odnośnie używania moich namiastek podręczników.

Teraz efektem mojej pracy i zebranego przez 25 lat doświadczenia dostępny jest e-book, Co dalej po AFF? Cena jest krótko mówiąc bardzo przystępna. 19,90 pln w zestawieniu z ponad trzykrotnie wyższą ceną poradnika o wędkowaniu jest moim zdaniem uczciwa i atrakcyjna. Nic więcej nie mogę zrobić.

Następną publikacją, nad którą już pracuję, będzie poradnik o tym jak zacząć skoki spadochronowe. Czyli od pomysłu na skoki aż do ukończenia szkolenia podstawowego.

Zapraszam do lektury poradnika winking smiley


Zakup w sklepie WingStore
Zakup w sklepie SkyCampStore



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 2015-01-06 10:47 przez Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk.

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

Memento mori

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk |  •  2014-07-15 16:50 |  Dodaj komentarz

Memento mori


Niebezpieczeństwo idzie w parze z bezpieczeństwem, tak jak śmierć z życiem. Ból jest po przeciwnej stronie radości, tyle że na radość mało zwracamy uwagę a ból wali nas między oczy rozwalając ustalony porządek rzeczy.

Nie pomaga zestawienie tragedii z innymi tragediami, nie pomaga statystyka i nadzieja, że to komuś może pomóc. Śmierć młodych ludzi, szczególnie gdy ich się zna to nieopisany ból. Im bliżej ich się zna, tym bardziej wyrywane z korzeniami są świeże wspomnienia.
Ból rujnuje iluzoryczny i spokojny porządek.

Tragedia jedenastu osób, złączonych końcem swego losu na pokładzie jednego samolotu jest odmienna od 'zwykłych' katastrof. Nie chodzi nawet o rozmiar. Prosta matematyka nie obejmuje emocji i cierpienia.
Taka katastrofa może zachwiać niestabilne fundamenty własnych decyzji, przewartościować to, co robimy w życiu.

Patrzę na swojego synka z pewną niewysłowioną nostalgią i chowaną w głębi serca radością, iż mogę na niego patrzeć. To, że jestem wśród żywych, czerpiąc przyjemności i niewielkie bóle egzystencji. Przenoszę i nanoszę swój los na splot okoliczności ludzi, których znałem, których świat był tak podobny do mojego. Ale już nie jest. Nie ma ich, nie wrócą, nie będą obecni przy zwykłych rzeczach, nie będą się starzeli i osiągali swojego spokoju. Nie będą dojrzewali do ostatniego etapu życia, do ostatniej linii, która czarnym nożem odcina wszystkie kolory.

Ale robimy to co robimy. Ponosimy całą odpowiedzialność za każdy krok i każdą decyzję. Często a nawet prawie zawsze nie wiemy, co czai się rogiem zdarzeń. Liczymy, kalkulujemy, wierzymy, mamy nadzieję. Każdy z nas, ja i ty, myślimy że to nie nas spotka. Ale każdego może.

Zazwyczaj zajmuję się profilaktyką, przemyśleniami o bezpośrednich przyczynach katastrofy ale dziś nie mogę. Za to znów przemyślałem co robię. Przemyślałem dlaczego i po co to robię. Poczułem ciężar i lekkość podejmowanych decyzji aby nie wypierać tego, co jest oczywiste. Możemy umrzeć.

Memento mori

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

Dynamika rozwoju ekstremalnego hobby

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk |  •  2014-05-19 13:51 |  Dodaj komentarz

Dynamika rozwoju ekstremalnego hobby

Jak nie przegiąć pały


Temat dotyczy nie tylko skoków spadochronowych. To szersza rzeka, która ma wiele źródeł.

Najszerszym strumieniem są przemiany cywilizacyjne i wtłoczenie jednostek ludzkich do warunków nieludzkich. W termitierze społecznej niektórym odbija. Chcą robić coś, co daje im silne emocje. Potrzeba borykania się z różnymi emocjonującymi wydarzeniami to owoc z przeszłości czasem bardziej uciążliwy niż stale rosnące, do niczego nie potrzebne paznokcie. Potrzebujemy mniej lub więcej ale potrzebujemy emocji.



Mniejszym strumykiem będzie więc osobnicza wrażliwość na bodźce zewnętrzne. Jedna osoba przestaje kontrolować zwieracze w sytuacji, gdy druga tylko ziewa. Różny poziom bodźców będzie więc odsiewał jednych od drugich bez wartościowania, kto jest lepszy a kto gorszy.
Ci potrzebujący najsilniejszych emocji znajdują sobie w dzisiejszej rzeczywistości aktywności ekstremalne.

Płynie rzeka ekstremalna, do której jedni dołączają, inni dopływają, jeszcze inni toną w niej toną.

Jak więc nie przegiąć pały?

Jedną z prostych odpowiedzi byłoby: szanować siebie i swoje życie. Ale to nie jest takie proste. Nie jest proste bo brakuje tego szacunku. Często brakuje też poczucia własnej wartości. Silne emocje, poczucie robienia czegoś innego, czegoś specjalnego, radość postępów, endorfiny i pozorne dowartościowanie się mogą otumanić i zaślepić.
Lepszą chyba odpowiedzią będzie: pogłębiać świadomość tego co robimy. Ta świadomość dotyczyć będzie aspektów technicznych, kwestii bezpieczeństwa i analizy zagrożeń w hobby, które sobie wybraliśmy.
Braki takiego poszukiwania świadomości widuję w obserwowanym przeze mnie świecie spadochronowym. Można pokusić się o hipotezę, że skoki przez wielu traktowane są z poziomu mentalnego dziecka. Jeśli jeden skok dał mi radość to dwa skoki dadzą mi dwa razy większą. Jeśli zrobiłem 5 skoków dziennie a planowałem 7 to jestem nieszczęśliwy, bo 2/7 szczęścia mi zabrakło do dziennej dawki szczęścia.
Przeciętny obserwator życia zapewne dostrzegł jak procesy wzajemnie się przenikają. Jak po nitce do kłębka i do następnego i do następnego, dochodzimy do nowych obserwacji. Zaczynamy coraz pełniej obserwować zbiór zjawisk wokoło.

Pasja nie niszczy, pasja daje perspektywę
Niezależnie od tego, jak nasze hobby wydaje się być oderwane od rzeczywistości jest przecież elementem tejże rzeczywistości. Nasz wybór był czym uzasadniony, nasze potrzeby, nawet jeśli nieskrystalizowane są w magnetycznej więzi z procesem, który wybraliśmy. Poznawanie, zgłębianie i uświadamianie daje pełniejszy smak przeżyć.
Czasem zamiast zwiększać intensywność lepiej podwyższyć jakość swojej pasji. Tym bardziej, że w ekstremalnej rzece zdarzeń i doznań można napotkać wiele zdradliwych wirów.
Rutyna, zbytnia pewność siebie, brak w miarę obiektywnego postrzegania swoich możliwości, zmiany kondycji psychofizycznej itp, itd to wszystko może poddtopić a czasem utopić śmiałka.
Na początku nie znamy większości z nich, potem poznajemy i albo nabieramy szacunku albo wydaje nam się, że już je znamy - a to kolejny wir o nazwie buta.
Nie wiemy też jakie proporcje zachować w zgłębianiu swej pasji, ile wiedzy i ile treningu nam trzeba, aby móc się radośnie pluskać w tej rzece.
Do dalszych rozważań trzeba dorzucić jakiś fundament:

Życie jest piękne, jest unikalne i szkoda je frajersko stracić. Szkoda też sobie obniżyć jakość tego życia przez uszkodzenia ciała, którego zmienić się nie da (przynajmniej nie widziałem jeszcze takich ogłoszeń komercyjnych).

Jeśli więc tak jest, to pasja nie powinna wchodzić w kolizję z naszą dbałością o życie. Z tego wynika dalej, że trzeba nauczyć się kalkulować ryzyko zanim się je podejmie. To z kolei prowadzi mnie do wniosku, że aby przeżyć trzeba zbalansować doznania z przemyśleniami. Same przemyślenia są mało warte, jeśli nie popieramy ich doświadczaniem. Samo doświadczanie jest jałowe jeśli nie prowadzi do przemyśleń.

Czas działa na naszą korzyść. Z wiekiem poziom bodźców, które potrzebujemy raczej maleje. Jeśli więc nieco zwolnimy konie w naszej bujnej młodości to możemy dotrzeć do spokojnej starości, aby poświęcić się dalszej analizie wcześniejszych doznań.

Jeśli jednak damy ponieść się entuzjazmowi i będziemy podkręcać doznania, możemy zatonąć w naszej pasji. A kto umarł ten nie żyje. Nieobecni nie mają racji a pozostaje po nich smutek ich bliskich.

Hej młodzi, którzy myślą, że nic im nie zaszkodzi! Zwolnijcie konie, bo któryś utonie.
Czerpcie świadomie ze źródła życia, nie marnujcie mózgu, który jest tak mało wykorzystywany. Zwiększcie jakość swojej pasji przez świadomość. Nie uciekajcie w hobby od życia, to nie wódka, to nie narkotyki to pasja. Szanujcie to, że ją macie i nie wiążcie się z nią zanadto winking smiley

Blog Spadochronowy

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

Unikanie kolizji - sposób na przeżycie

Grzegorz 'Iwan' Kucharczyk |  •  2013-12-28 16:41 |  Dodaj komentarz

Tragedia porusza (niestety na chwilę)
Kolejna katastrofa jest być może okazją do wzbudzenia zainteresowania czytelników tematyką bezpieczeństwa.

Tym razem zginęła dwójka doświadczonych skoczków przygotowujących się w Eloy (Arizona) do budowania formacji dwustu osobowej. Po prawidłowym rozejściu, podczas lądowania w przewidzianym dla nich miejscu, na wysokości około 50 metrów doszło do kolizji. Skoczkowie splątali się, obie czasze zgasły co doprowadziło do bardzo mocnego zderzenia z ziemią. Jeden ze skoczków zmarł na miejscu, drugi niedługo potem, już w szpitalu.
Według relacji trudno jest znaleźć winę któregokolwiek z nich. Zresztą poszukiwanie winy skoczka jest zawsze ślepą drogą, bo chodzi o proces, chodzi o zrozumienie przyczyny w znanym nam już skutku.

Przyczyny kolizji
Przyczyn splątania może być bardzo wiele. Im więcej jest skoczków w wyrzucie tym komplikują się algorytmy możliwych wydarzeń. Łatwiej byłoby organizować taki wyrzut, gdyby każdy miał podobną masę, każdy latał na podobnym spadochronie, każdy respektował separację poziomą i pionową, gdyby organizator wyznaczał kilka stref lądowania itp.
Ale tak nie jest. Jest tak, że kolizje to faktycznie jedno z największych zagrożeń. Podobnie jak motocyklista na prostej, suchej drodze jest bezpieczniejszy jeśli nikt się nie włącza do ruchu albo jeśli jest jedynym, samotnym motocyklistą na pustych, niemieckich autostradach.

Zasada ograniczonego zaufania
W skokach trzeba przyjmować zasadę ograniczonego zaufania. Powiem więcej, moim zdaniem każdego uczestnika skoków trzeba traktować jako potencjalne zagrożenie. Zagrożenie kolizją w swobodnym spadaniu przy braku respektowania zasad bezpiecznego rozejścia lub kolizją na otwartych spadochronach.

Jak przeżyć?
Kilka zasad sumiennie stosowanych powinno znacznie zmniejszyć ryzyko kolizji i splątania podczas lotu na czaszy:



Być może to nie wszystkie rady, możliwe że będę ich dopisywał więcej.

Najważniejsza kwestia dotycząca bezpieczeństwa
Jednak teraz chciałbym się na chwilę skupić nad (moim zdaniem) fundamentalnym problemem dzisiejszego spadochroniarstwa. Tym problemem jest mieszanina braku szacunku do innych, braku świadomości zagrożenia oraz wstydu przed wspólną komunikacją. Skaczemy coraz więcej i coraz szybciej, za razem skacząc coraz bardziej samotnie nawet w sporych grupach.
Choćby dzieliło skoczków to, co konkretnie robią w powietrzu, czy też to na jakim spadochronie latają, lub to ile skoków mają i/lub jakie doświadczenie to jedno na pewno łączy wszystkich.
Wszyscy skoczkowie są śmiertelni. Wszyscy mogą zrobić sobie lub innym krzywdę.
Przyjmując to za podstawową wartość jak można bać się pytać lub zwracać uwagę? Jak można przejść obojętnie nad czyimś błędem sądząc, że ktoś sobie z nim sam poradzi?
Czy doświadczony skoczek obrazi się na pytanie lub uwagę mniej doświadczonego? Przecież wszyscy na początku byliśmy niedoświadczeni.

Przy takiej milczącej choć hucznej i kolorowej znieczulicy zginąć może każdy, nawet ten rozsądny i poukładany. Wyobraźcie sobie choćby, że jesteście już dorosłym, doświadczonym skoczkiem, który lata dla swojego bezpieczeństwa na mało obciążonym spadochronie, rozgląda się uważnie i robi najlepszą możliwą robotę. Na jego ścieżce karmicznej pojawia się młody, radosny i bezrefleksyjny skoczek, który powiedzmy przy 120 skokach lata na swojej czaszy 120 i robi film spodu czaszy podczas dynamicznych zakrętów. Wy nie widzicie go z tyłu nadlatującego znad waszej czaszy. On nie widzi was, bo patrzy na swój fajny spadochronik. Wynik zderzenia i splątania jest prawie zawsze taki sam, jeden do piachu, drugi do szpitala. Obecnie mniejsze spadochrony zaostrzają ten wynik - obaj pójdą do piachu.
A dlaczego? Dlatego, że ten koleś był młody? Dlatego, że latał na za małym spadochronie? Dlatego, że miał za wcześnie kamerę? Nie. Dlatego, że na jego drodze nikt nie chciał być niemiły. Nikt nie powiedział mu, tego nie będziesz na razie robić bo masz za małe doświadczenie. Tego nie wolno bo się możesz zabić.

Do tragedii w tym spadochronowym, hermetycznym środowisku dochodzi coraz bardziej właśnie z tego powodu. Znieczulica, gadanie o niczym, kozactwo, szpanerstwo i ciągłe rachityczne pozostałości dawnej fali.

Wszyscy jesteśmy równi wobec tej prostej prawdy - jesteśmy śmiertelni i każdemu należy się szacunek, uwaga i koncentracja.

Ze swojej strony staram się jak najwięcej włożyć dostępnej dla każdego wiedzy. W dziale Support na skokiwhiszpanii.pl jest już kilkadziesiąt artykułów dotyczących bezpieczeństwa, techniki latania, budowy spadochronu itp

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz