LotniczaPolska.pl

Wpisy na blogu:

imię: Leszek
nazwisko: Mańkowski
czym się zajmuję: jestem zawodowym instruktorem paralotniowym
należę do: Aeroklubu Krakowskiego, Szkoły Latania Rekreacyjnego „AEROKRAK”
zainteresowania: wszystkie rodzaje lotnictwa
pasje: modelarstwo lotnicze, narty, jazda motocyklem, podróże
tytułem wstępu: Paralotniarstwo – najlżejsza odmiana lotnictwa, ale jakże prawdziwa, bliska powietrzu, jedyna i niepowtarzalna. Kiedy powstało, poświeciłem dla niego spadochrony i lotnie. I nie żałuję. Latanie szybowcem i samolotem traktuję jako swego rodzaju młodzieńcze wyzwanie. Bo zawsze chciałem być pilotem, ale dopiero teraz w kwiecie wieku spełniłem swe młodzieńcze marzenia. I co ciekawe – im więcej latam, tym bardziej tęsknię za tym co lubię najbardziej, a co paradoksalnie ogranicza mi wykonywanie zawodu instruktora paralotniowego – tęsknie za swobodnym, niczym nie skrępowanym lataniem. Całe szczęście, że jest jeszcze parę zabawek, którymi można się bawić, oraz – a może przede wszystkim - o nich pisać. To także lubię!
Szukaj na LotBlogi:

Zaawansowane

Leszek Mańkowski
Blog Leszka Mańkowskiego

Mistrzostwa Świata Paramotors i... organizacyjna wpadka gospodarzy

Leszek Mańkowski |  •  2014-08-24 12:37 |  Dodaj komentarz

Kiedy w niedzielę po przebiciu się przez dwie burze i zaliczeniu ponad 600 kilometrów w niezłym upale wylądowaliśmy wreszcie w Matkopuszta Airport nie sądziliśmy, że dane nam będzie oglądać taką organizacyjną wpadkę...

Organizatorzy, czyli Węgrzy postanowili upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i zorganizowali zawody sprzętów ciężkich – samolotów, motolotni i wiatrakowców – i lekkich czyli klas o wspólnej nazwie „paramotors”. I byłoby wszystko OK, gdyby nie fakt, że stawiło się ponad 150 „aircraftów”! To przerosło wyobrażenie i możliwości organizacyjne gospodarzy.

Niestety okazało się, że Węgrzy dalej nie mają pojęcia ani żadnych tradycji w lataniu z napędami. W tej sytuacji zapotrzebowali Anglika, który miał zapewnić sukces organizacyjny. Jego doświadczeniem było bowiem trzykrotne zorganizowanie mistrzostw Anglii. W zderzeniu z rzeczywistością wyszło, że co prawda wraz z zespołem potrafił przeprowadzić 6 tasków, ale już za diabła nie może – do tego czasu – ich ocenić. Nie wspomnę już o wpadce, gdy marshal odpowiedzialny za mierzenie czasów slalomu - które powinno odbywać się z dokładnością do setnej części sekundy - zapisał czasy zaokrąglając do pełnej sekundy!!! Oczywiście cały task trzeba było anulować, czyli pół dnia poszło się paść. Trochę bolało, bo Kamil wygrał slalom z bardzo dobrym wynikiem, a Piotrek był drugi!

W kolejnym upalnym dniu, gdzie temperatury przekraczały 34 stopnie w cieniu, zawodnicy polecieli na nawigację z ekonomią. Oczywiście wyników konkurencji znowu nie było. Mniej więcej po czterech dniach wywieszono wyniki po pierwszej nawigacji ale... bez rozróżnienia na klasy!

Była z tego kupa śmiechu. Dopiero po monitach team leaderów Pan Dyrektor nakazał rozdzielić wyniki. W klasie PF-1 Piotrek Ficek był na pierwszym miejscu!

We wtorek powtórzono slalom japoński. Chłopcy utrzymali nerwy na wodzy i powtórzyli swój doskonały wynik. Kamil wygrał zdecydowanie z czasem 39 sekund, a Piotrek był drugi. Aleksander Mateos był trzeci, ale stracił 4 sekundy! Tym samym Kamil ustanowił nowy rekord świata w slalomie japońskim. Gratulujemy!!!

Wczoraj rano rozegrano task precyzyjny „Wolno-Szybko”, w którym Kamil poleciał jak odrzutowiec i był najszybszy. Zobaczymy jak się to przełoży na wynik w tej konkurencji. Na południowym bryfingu organizatorzy ogłosili, że po południu latania nie ma, ale kto chce może sobie latać „free fly”. Natomiast dzisiaj (czwartek) ze względu na deszcze i silny wiatr loty odwołano. Nasz trener podejrzewa, że po rozegraniu 6 tasków i problemach z ich ocenieniem, oraz ogłoszeniem wyników, Węgrzy postanowili nie brnąć dalej i teraz być może liczą...

Póki co na lotnisku pada. A ja z Krysią wyjechaliśmy o 7 rano, przedarliśmy się goldaskiem przez ruchome piaski wokół lotniska, dwie i pół godziny jechali w silnym deszczu, by wreszcie po ośmiu godzinach dojechać do chałupy w Podolanach, gdzie najszczęśliwsze z naszego powrotu były psy i kotsmiling smiley



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2014-08-24 12:37 przez Leszek Mańkowski.

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

VI Nowotarski Piknik Lotniczy okiem pilota.

Leszek Mańkowski |  •  2014-08-24 12:29 |  Dodaj komentarz

To już szósty raz spotkali się piloci oraz miłośnicy lotnictwa na jednym z najpiękniejszych lotnisk w Polsce, z Tatrami w tle. I wierzcie lub nie, z każdym rokiem organizatorzy, czyli członkowie Aeroklubu Nowy Targ i ich przyjaciele sponsorzy fundują nam nowe niespodzianki. Ale od początku.
Po przylocie do EPNT sprawnie, przez służbę ruchu, pokierowany zostałem na stojankę i tam grzecznie przywitany. Na miejscu byli już moi przyjaciele: Rysiu, Józek i Antek. Udaliśmy się na odprawę którą prowadził dyrektor Aeroklubu. Krótko, rzeczowo i zwięźle. Kierownikiem lotów był szef wyszkolenia, który też nie zamulał, a jak się później okazało, wraz ze swoim zespołem pozwolił latać do woli, bezpiecznie i bez przestojów. Pełna profeska. Stronę organizacyjną trzymali w ryzach między innymi Paweł Kos – prezes – i Robert Koprowski. Wybaczcie, że nie wymieniam wszystkich nazwisk, ale doceniam wysiłek wszystkich. Wśród Was – organizatorów czułem się jak w wielkiej rodzinie – po prostu dobrze.
W tym roku mnogość atrakcji lotniczych przerosła wszelkie wyobrażenia. „Royal Jordanian Falcon's”, „Żelaźni”, „Firebirds” z Aeroklubu Podhalańskiego, oraz „Orliki”, czyli cztery zespoły akrobacyjne! Oj, było na co patrzeć. Piękna zespołowa akrobacja pod muzę – raz był to „Top Gun” innym razem kultowy Glenn Miller z orkiestrą. Bardzo to kultowa muza do pięknego latania.
Ale to nie wszystko, bo ze Słowacji maleńkim żółtym Pitts S2C przyleciał Dusan Samko, który ostro, po amerykańsku dawał czadu! I Jeszcze Leszek Matuszek dostojnie kręcący piękną klasyczną akrobację historycznym Bu 131 Jungmann. Miód na serce lotnika...
Oprócz klasyków takich jak: RWD-5, Jak-18, Piper L-4H „Cub”, An-2, czy moja podróbka Auster-V, przyleciały nowe piękne „ptaki”.
Przepięknie odrestaurowany Boeing „Stearman”, Stinson 108 „Voyager” z 1948 roku, czy wreszcie klasyk zza między – rolniczy Zlin Z-37 „Ćmelak”.
A oprócz wyżej wymienionych wiele, wiele innych nowoczesnych samolotów turystycznych.
A wieczorem dołączyły do tej powietrznej floty balony i paralotnie z napędem pilotowane przez członków Małopolskiego Klubu Paralotniowego. Szczególny zachwyt wywołał wieczorny wspólny pokaz balonów na uwięzi i paralotni latających z efektami świetlnymi.
Loty zawodowo komentowane przez niezawodnego Tomka Buszewskiego z PR Kraków wywołały ogromny aplauz publiczności. I niech żałują ci, którzy wraz ze zmrokiem opuścili lotnisko.
Bo oprócz części lotniczej działo się!
Zespoły artystyczne atrakcje kulinarne, wesołe miasteczko i wiele innych atrakcji. Jednym słowem wielki odlot na miejskim lotnisku.
Pragniemy podziękować organizatorom za ich ciężką pracę, by ta impreza mogła się odbyć. Za pracę między innymi dla nas pilotów. Czuliśmy się u Was wspaniale i mamy nadzieję, że w przyszłym roku również nas zaprosicie!



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 2014-08-24 12:32 przez Leszek Mańkowski.

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

Skrzydła Wielkiej Wojny

Leszek Mańkowski |  •  2014-08-24 12:16 |  Dodaj komentarz

Kiedy w ubiegłą niedzielę oglądałem popisy lotników we wspaniałych maszynach sprzed stu - z górą - lat i brałem udział w otwarciu wystawy pod w/w tytułem nie sądziłem, że aż tyle czasu zabierze mi spisanie relacji. A wszystkiemu winna oczywiście praca. Cóż, kiedy ja kocham tę moją lotniczą instruktorkę... Kiedy wreszcie w sobotnie przedpołudnie zakończyłem - z sukcesem - kolejne szkolenie młodych pilotów, siadłem do klawiatury, czego plonem jest poniższy tekst.
W piękny niedzielny poranek, około 10-tej stawiliśmy się z Krysią i Mietkiem Bułatem w MLP, by spotkać się z naszymi członkami, którzy chcieliby wziąć udział w imprezie. Niestety po 15 minutach oczekiwania zjawił się tylko Wiesiek Wolański. Nie czekając przeto dłużej udaliśmy się do muzealnego kina na ciekawy wykład doktora Piotra Nykiela pt. "Kiedy Turek napoi konia w Wiśle...". Tytuł odnosi się do przepowiedni Wernyhory dotyczącej odzyskania przez Polskę niepodległości. Wykład traktował o udziale żołnierzy tureckich w działaniach wojennych na froncie wschodnio - galicyjskim w latach 1916 i 1917, i muszę przyznać, że był bardzo ciekawie przygotowany.
Po wykładzie udaliśmy się w rejon pasa startowego, gdzie krakowscy mieszczanie mogli obejrzeć bardzo realistyczny pokaz w locie w wykonaniu replik samolotów z I WŚ. Nie tylko zresztą, bo Martin Kindernay zaprezentował nam samolot "Flyer" braci Wright z 1903 roku oraz replikę Bleriot "La Manche", na którym Louis Bleriot w 1911 roku po raz pierwszy przeleciał Kanał. To był niesamowity widok "Flayera" w locie na tle nowoczesnych "szklanych domów". Replika wznosiła się kilkakrotnie na wysokość kilkunastu metrów by następnie łagodnie wylądować. Pilotowana była przez starszego pana w kostiumie z epoki. Słowo daję, podziw wielki za to, że odważył się pilotować taką maszynę.... Ten sam pilot piętnaście minut później wykonał kilkanaście kręgów nad Muzeum "Bleriotem". Widok był nieziemski. Krakowska publiczność, która widziała już wiele z techniki lotniczej, tym razem cieszyła oczy tymi pięknymi "latającymi druciarniami". Lotnicy zostali nagrodzeni gromkimi brawami.
Po zakończeniu pokazu najstarszych samolotów, przystąpiły do akcji samoloty I Wojny. Aliantów reprezentowały: angielski Sopwith "Camel", amerykański Curtis "Jenny" a niemiecką luft flotę Fokker "Eindecker" i Fokker Dr I w barwach czerwonego barona - Manfreda von Rihthofena. Ten ostatni niestety na ekspozycji statycznej, ze względu na niesprawny silnik. Kindernay przygotował inscenizację pruskiego lotniska z hangarami i balonem zaporowym, które raz po raz były atakowane przez samoloty aliantów. Co chwilę słychać było warkot silników i eksplozje bomb. Całości dopełniały rozbłyski wybuchów i klekot karabinów maszynowych. Wyglądało to nadzwyczaj realistycznie. "Eindecker", który usiłował wystartować do walki, został uszkodzony na pasie startowym, w wyniku czego niebo nad Czyżynami-Rakowicami zostało opanowane przez alianckie maszyny...
Uff. To było piękne i... zupełnie w Krakowie nowe. Po minie dyrektora MLP - Krzysztofa Radwana wywnioskowałem, że jest zadowolony. Pierwsza część pikniku udała się wyśmienicie! Zbliżała się 13-ta, czyli godzina uroczystego otwarcia wystawy "Skrzydła Wielkiej Wojny". Z przecieków wiedziałem, że przygotowano coś zupełnie nowego. Cóż, ale najpierw musiały być mowy, flesze reporterów, wreszcie przecięcie wstęgi. Lud ruszył do hangaru, a upał był ogromny. Postanowiłem zaczekać w cieniu, by się trochę rozluźniło. Niestety musiałem czekać do 15-tej, kiedy rozpoczęła się cześć druga lotniczego pokazu. Wcześniej nie wspomniałem o udziale "Żelaznych" w tej "lotniczej uczcie". Tym razem pokaz rozpoczął się od pozorowanej walki powietrznej w wykonaniu pilotów grupy. A później znów zawładnęły niebem stuletnie "szpruchy". Tego niestety już nie oglądałem, bo korzystając z tego, że wszyscy poszli na pas startowy, ja udałem się do hangaru wystawowego.
Pierwsze pomieszczenie jakby wprowadzało w nastrój sprzed wieku. A dalej... Dalej były historyczne samoloty w doskonałej oprawie scen batalistycznych, i nie tylko, wymalowanych w specjalnie zaprojektowanych boksach. Istny labirynt. Nie brakło kina frontowego z filmami z epoki. Udało mi się zrobić kilka fotek, by pokazać ogrom pracy wykonanej przez historyków plastyków i pracowników MLP. Chwała Wam za ten ogrom dobrej roboty. Efekt jest znakomity!
Oglądając setki zdjęć wykonanych w tym dniu, od nowa przeżywam te piękne chwile spędzone 27 lipca w Muzeum Lotnictwa Polskiego. I zapraszam na pokazy samolotów z kolekcji Martina Kindernaya do Nowego Targu - 10 sierpnia, i Łososiny Dolnej - 17 lipca. Oba pikniki w godzinach od 10-tej do 18-tej.
Zapraszam do obejrzenia zdjęć i filmu skręconego przez niezawodnego Mietka Bułata.
[www.youtube.com]
(20 zdjęć)

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

Nasze prelekcje w MLP w Krakowie

Leszek Mańkowski |  •  2014-02-16 21:49 |  Dodaj komentarz

W zeszłym tygodniu przeprowadziliśmy dwie 2,5 godzinne prelekcje dla dzieci i ich rodziców w Muzeum Lotnictwa Polskiego. My tzn. ja i Kamil „professore” Mańkowski. A okazją do tego były ferie i stworzony w MLP program zajęć edukacyjnych.
Przygotowaliśmy się solidnie, mimo że takie prelekcje to dla nas „buła z masłem”. Po pierwsze dlatego, że rzecz działa się w naszym ulubionym Muzeum, po drugie program zajęć musiał być dostosowany do możliwości przyswajania dzieci i jednocześnie dorośli nie mogli się nudzić. Tak więc zabraliśmy trzy skrzydła – najmniejsze do speedridingu – dzięki któremu mogliśmy zademonstrować start paralotni w hali, skrzydło do swobodnego latania, a także rasowego, wyścigowego, dudkowego „Hadrona”. Oczywiście nie mogło zabraknąć napędu paralotniowego. Tu wybraliśmy Minipalne Top-80, bo dzięki jego cichej pracy mogliśmy go uruchomić w pomieszczeniu. Zabraliśmy również cały osprzęt i nawigacyjno-zawodnicze „pinkle”.
We środę osobiście przyjąłem na siebie ciężar zajęć. Po powitaniu zaprosiłem dzieciaki do sali kinowej, gdzie Kamil zaprezentował filmy pokazujące proces szkolenia, latanie swobodne, oraz wyczyn motoparalotniowy.
Po prezentacji filmów, które wprowadziły naszych słuchaczy w temat, omówiliśmy budowę sprzętu i sposób szkolenia pilotów. Kamil wykonał prezentację startu, która udała się nadspodziewanie dobrze, dzięki możliwości złożenia skrzydła RWD-13. Pokaz spotkał się z ogromnym aplauzem dzieciaków i rodziców. Następnie opowiedzieliśmy o lataniu silnikowym demonstrując pracę silnika. Słuchacze byli kupieni. Jak zahipnotyzowani patrzyli na sprzęt, który się ruszał i kręcił śmigłem…
Szczegółowo omówiliśmy osprzęt zabierany przez pilota do lotu. Kamil, opowiedział o lataniu zawodniczym. Pokazaliśmy dzieciakom trofea z ostatnich mistrzostw świata, co wzbudziło zrozumiały aplauz i brawa dla Kamila. A na koniec przeprowadziliśmy quiz nagrodzony upominkami dla naszych dzielnych słuchaczy.
W piątek powtórzyliśmy lekcję, ale tym razem dowodził instruktor Kamil. I obiektywnie przyznam, że złapał z dzieciakami lepszy kontakt niż ja! Z przyjemnością patrzyłem jak świetnie dogadywał się z małymi słuchaczami, którzy z uwagą słuchali jego opowiadania.
To były piękne dwa dni. Udało nam się spiąć blisko 130 lat ludzkich marzeń o nieskrępowanym szybowaniu. Nad nami bowiem wisiała lotnia Otto Lilienthala na której w 1891 roku wykonał pierwsze loty, a my pokazywaliśmy „latające zabawki „ będące wytworem współczesnej myśli konstruktorskiej i super technologii! . Dziękujemy dyrekcji MLP za zaproszenie i – jeśli będzie taka potrzeba – deklarujemy dalszą chęć współpracy.
Leszek Mańkowski



•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz

20 lat Szkoły Aerokrak

Leszek Mańkowski |  •  2014-02-04 10:05 |  Dodaj komentarz

To już 20 lat upłynęło od chwili, kiedy na wiosnę 1994 roku zapadła decyzja o utworzeniu szkoły lotniowo-paralotniowej. Ponieważ ojcowie założyciele - piszący te słowa, oraz ś.p. instruktor lotniowy Michał Ornatkiewicz i ś.p. instruktor lotniowy Leszek Sypek - nie mogli zdecydować się na określenie profilu dominującego, zapadła decyzja, że szkoła będzie nazywać się "Szkoła Latania Rekreacyjnego". Ponieważ wywodzi się z Krakowa, niejako naturalnym było nazwanie jej - Aerokrak.

I tak pozostało. Już po miesiącu została zgłoszona działalność gospodarcza, a w kwietniu rozpoczęliśmy pierwsze szkolenia paralotniowe. 1 czerwca wykupiliśmy pakiet 50 blankietów "Kart wyszkolenia paralotniowego" z unikalnym numerem od 1 do 50, firmowanych przez Aeroklub Polski. 25 czerwca 1994 roku wydaliśmy pierwszą "licencję", a jej szcześliwą posiadaczką była siedemnasto-letnia wówczas Dorota Mysona z Krakowa. Dzień później uprawnienia zdobyli: Rafał Dominikiewicz, Ruszkowski Robert, Zbigniew Rusinek i Rafał Motyka. Szkolenie ruszyło na dobre.

Używaliśmy wówczas paralotni Alpha, konstrukcji Piotra Dudka, produkowanych w warszawskiej firmie DFX, Pawła Malinowskiego. Szefem produkcji był - później utytułowany paralotniarz napędowy - Krzysztof Kaczyński. Loty odbywały się na Forcie Bodzów, ze wzgórz wokół Krakowa i w Beskidzie Wyspowym. Już w lipcu 1994 roku zakontraktowaliśmy szkolenie młodzieży z Warszawy na lądowisku w Pińczowie, gdzie rozpoczynał działalność Aeroklub Pińczowski. Przeszkoliliśmy tam kilkuosobową grupę licealistów przy pomocy wyciągarki.

Pierwszą, którą używaliśmy była ukraińska wyciągarka marki "Sławuticz" - zbudowana na silniku motocykla "Dniepr". Później była dwubębnowa wyciągarka na silniku "zaporożca" ze sprzęgłem mechanicznym, także produkcji ukraińskiej. Ale już w 1996 roku udało się nabyć kopię niemieckiej wyciągarki "Koch", która przyjechała z Niemiec. Cóż to był za luksus. Silnik "volkswagena" zapewniał stabilne i wysokie hole, a dwa bębny wystarczającą częstotliwość holowania. Sprzęgło hydrokinetyczne dawało bezpieczeństwo i komfort - lina w czasie holowania nie drgała.

I tak w symbiozie z Aeroklubem Pińczowskim przetrwaliśmy do 1997 roku, kiedy nasze drogi się rozeszły. Do tego czasu jeszcze, wraz z niezawodnym druhem - inż. Michałem Ornatkiewiczem - jeździliśmy po Polsce i szkolili. W 1998 roku Michał zaczął samodzielnie szkolić w Pińczowie, a szkoła wóciła na lotnisko Aeroklubu Krakowskiego w Pobiedniku Wielkim. Zaczęliśmy pracę u podstaw. Szkolenia, loty treningowe i doskonalące. Latanie, latanie i jeszcze raz latanie. Przerywane wyjazdami w Polskę, na szkolenia zlecone.

Instruktorem szkolenia został mój brat, Jerzy Mańkowski, który przez kilka lat pracował w szkole. W tym czasie został wyszkolony instruktor Maciej Kopacz, który pełnił również czynności operatora wyciągarki. Zmieniliśmy starą wyciągarkę na nowy model, który w tamych czasach był niczym "mercedes". Na krótko w 2001 roku wróciliśmy do Pińczowa. To było nasze drugie podejście. Po wyszkoleniu instruktora dla Aeroklubu Pińczowskiego - który zginął niestety w wypadku motolotniowym w nastepnym roku - zdecydowaliśmy, że jednak będziemy szkolić dalej w Pobiedniku. I tak było do 2004 roku, kiedy zaproponowano nam szkolenie w Pińczowie i zarządzanie lotniskiem.

W 2004 roku na zlecenie zarządu APi objąłem Aeroklub jako społeczny dyrektor. W czasie kolejnych 4 lat zorganizowaliśmy trzy-krotnie mistrzostwa Polski PPG, wiele zawodów lotniowych i paralotniowych oraz międzynarodowy etap francuskiego rajdu lotniczego "La Polka". Rozbudowie został poddany hangar i płyta lądowiska. Wspólnie z Prezesem APi - dr Henrykiem Domagałą - sfinalizowaliśmy budowę helipadu dla śmigłowca ratowniczego. W 2007 roku został wyszkolony kolejny instruktor, Kamil Mańkowski, który rozpoczął prace w Szkole. Dobrze się działo do czasu kiedy w 2008 roku znów coś nie zagrało, w rezultacie czego z podniesionym czołem opuściliśmy to gościnne miasto. Już na zawsze...

Wróciliśmy na Pobiednik, by po raz kolejny zaczynać od początku. Daliśmy radę. W przeciągu tych 20 lat wyszkoliliśmy od podstaw ponad 2 tysiące pilotów paralotni. Przeszkoliliśmy kilkuset pilotów paralotni z napędem, motoparalotniarzy i pilotów tandemowych. Od wielu lat przeprowadzamy sesje egzaminacyjne na paralotniowe świadectwa kwalifikacji. Od początku naszej działalności współpracujemy z Aeroklubem Krakowskim, którego jesteśmy członkami i zawodnikami.

24 maja zapraszamy na lotnisko w Pobiedniku Wielkim aby wspólnie świętować ten okrągły jubileusz.

Leszek Mańkowski

•   0  Komentarz(y)  Dodaj komentarz